Czwartki są ciężkie
No. Jest czwartek rano. Szósta. Powinienem jeszcze spać, ale nie. Siedzę już nad kubkiem z kawą i staram się jakoś zorganizować ten poranek. Codziennie rano (o 5:30!) dzwonię do córki, żeby obudzić ją do szkoły.
Piszę o życiu po swojemu – zdrowiu, ruchu, zmianach, prostocie i wszystkim, co wydarza się po drodze.
No. Jest czwartek rano. Szósta. Powinienem jeszcze spać, ale nie. Siedzę już nad kubkiem z kawą i staram się jakoś zorganizować ten poranek. Codziennie rano (o 5:30!) dzwonię do córki, żeby obudzić ją do szkoły.
Pierwsza kawa. Z łyżeczką cukru. Z mlekiem owsianym. Mój codzienny rozruch. Chciałbym go zmienić, bo ta kawa zaraz po przebudzeniu mi nie służy – wiem to. Czasem wydaje mi się, że gdybym tylko miał więcej pieniędzy, mógłbym
Ja pierniczę. To chyba najczęściej używane przeze mnie zdanie: „nowy rozdział”. Prawdziwy nowy rozdział będzie chyba wtedy, gdy pewnego dnia przestanę w końcu przebudowywać wszystko w moim życiu. I na blogu.
Poprzedni wpis na tym blogu jest po angielsku. Sam blog już nie. Zmieniłem domenę, nazwę, kilka rzeczy poprzenosiłem i znowu jest tutaj fajne.life. Tylko ten ostatni angielski wpis został trochę jak znak po poprzednim rozdziale.
I woke up very early today, around 2 a.m. Maybe even earlier – I try not to look at my watch. It is my first night without my daughters in about three weeks. We have just
It’s 6 am in the morning and I’m already drugged. The only one thing I’m happy about in this morning is the fact, that I’m writing. At the moment – this post. It
I love having these totally weird titles. I wonder what you – reader – are expecting after reading this title. Do you think it will be about faith? Philosophy? Or maybe some kind of science fiction story? Well,
I have this friend – well, rather colleague – and that person has this weird habit of not saving, and even deleting, most of the things from her phone. And this is such absurd behavior – even for me,