fajne.life
życie w toku
· 2 min czytania · zmiana

Może to coś zmieni?

Może to coś zmieni?

Pierwsza kawa. Z łyżeczką cukru. Z mlekiem owsianym. Mój codzienny rozruch. Chciałbym go zmienić, bo ta kawa zaraz po przebudzeniu mi nie służy – wiem to.

Czasem wydaje mi się, że gdybym tylko miał więcej pieniędzy, mógłbym wieść zupełnie inne życie. Gdybym miał więcej czasu, mógłbym osiągać zupełnie inne rzeczy – te, o których przecież marzę. Wydaje mi się, że ogranicza mnie to, co zewnętrzne. Że to nie ode mnie zależy, czy mogę coś osiągnąć. Gdybym tylko miał tego nowego iPhone’a, łatwiej byłoby mi pisać. Kamerka sportowa sprawi, że będę więcej nagrywać. Jak kupię te konkretne, fajne buty do biegania, to już na pewno będę biegać.

A potem wstaję rano, siadam obok tych pięknych, nowych butów i… nic się nie dzieje.

Przychodzi moment, w którym dostaję, zdobywam albo kupuję to, o co tak marudzę. Kończę dodatkowy projekt w pracy, jakimś dziwnym trafem wyrabiam się z zaplanowanymi rzeczami i zyskuję trochę wolnego czasu. I co? I nic.

A przynajmniej czasem tak czuję. Że marnuję cały ten potencjał, który mam. Na który pracuję. I zastanawiam się potem, dlaczego tak jest. Co robię źle. Może problem wcale nie leży w otoczeniu ani w narzuconych ograniczeniach. Może przynajmniej nie tylko tam. Zastanawiam się więc, czy nie powinienem pragnąć tych wszystkich „ulepszeń”. Nie powinienem dążyć do tego, żeby je zdobyć? Nie łudzić się, że zmienią moje życie?

Jest taka piosenka Taco, która dość mocno koresponduje z tym, nad czym dzisiaj myślę. „Może To Coś Zmieni?”. Jej, lubię ją. Leci mi teraz w głowie. Dobija mnie. Zatrzymuje. Uświadamia mi, że to wszystko jest… typowe. Że nie tylko ja tak mam. Że nie jestem w tym wyjątkowy. Ale… czy to oznacza, że nie powinienem próbować?

Druga kawa. Tym razem powstrzymuję się i nie dodaję cukru. Mleko owsiane zostaje, ale ono nie jest problemem. Kawa nie jest już taka dobra. Ale wiem, że to minie, za kilka minut zacznie mi smakować.

Miałem nie pić tej drugiej. Ona służy mi jeszcze mniej niż pierwsza. Potem trochę negocjowałem – miałem ją wypić po bieganiu. Taka mała nagroda?

Buty do biegania stoją obok mnie. Faktycznie czekają. Jest 6:25. Jeszcze nie wiem, czy je założę.

Jestem na etapie życia, w którym przebudowuję wszystko. Kurna, co ja pieprzę, u mnie zawsze jest ten etap. Ale ostatnio coś więcej się ruszyło. Nie do końca wiem dlaczego i trochę mnie to martwi. Powinienem wiedzieć, skąd biorą się te wszystkie zmiany. Jeżeli będę to wiedział, będę mógł to wykorzystać. Powtórzyć? Zhackować system!

A może jedna rzecz po prostu pociągnęła za sobą kolejne? Zobaczyłem, że mogę, i zwyczajnie idę za ciosem? Fakt jest jednak taki, że siedzę i piszę. Powstaje ten wpis. I choć z tyłu głowy wiem, że trafi na mojego świeżutko przerobionego bloga, na moją nową zabawkę… to jednak powstaje. Czekałem na to.

Cholera, co za głupie zdanie – na co czekałem? Na to, aż się w końcu wezmę za siebie? Czekałem na siebie? Nieważne. Każdy kolejny wyraz tego wpisu sprawia, że zaczynam coraz wyraźniej widzieć, jak wkładam te cholerne buty do biegania. I kto wie, może nawet wyjdę w nich pobiegać.

Nie piję tej drugiej kawy. Kurna. Niech czeka, aż wrócę. W końcu taki był plan.

No. Doprowadziłem się do stanu, w którym już muszę założyć te cholerne buty i iść. Biec. Zhackowałem system?