fajne.life
życie w toku
· 1 min czytania · artykuły

Maraton, którego nie będzie

widziałem, że w Multikinie szykuje się niedługo maraton „Władcy Pierścieni”.

Dwanaście godzin na sali kinowej. Epickie widowisko, wielki ekran, rozmach, obrazy, które wciągają i nie puszczają. Kiedyś byłbym zachwycony. Grzesiek sprzed lat kupiłby bilet bez chwili wahania, sprawdził repertuar, ceny, zarezerwował miejsce i szykował się na wielką przygodę.

Ale dzisiejszy Grzesiek… już nie.

Bo dwanaście godzin to nie tylko maraton filmowy. To dwanaście godzin siedzenia w jednej, nienaturalnej pozycji. Dwanaście godzin życia, których nie da się odzyskać. Dwanaście godzin pompowania emocji w sztuczny sposób – popcorn, nachos, cola, a na koniec pewnie jeszcze fast food. I kiedy to sobie poukładałem w głowie, nagle zrobiło mi się przykro.

Nie dlatego, że nie pójdę. Nie dlatego, że coś mnie omija.

Zrobiło mi się przykro na myśl o pełnej sali ludzi, którzy właśnie w ten sposób dołożą kolejną małą cegiełkę do bycia niesprawnym na starość.

Tak po ludzku szkoda.

Choć wiem, że nie dla każdego to codzienność, to dla wielu niestety właśnie tak. I mam świadomość, że czasem jeszcze ulegam pokusom, że zdarza mi się wybrać łatwe emocje, szybkie rozwiązania. Ale moja głowa coraz częściej już wie, że to nie jest nic atrakcyjnego.

Głowę też trzeba trenować. Trenujcie ją.

List do czytelników

Zostań trochę dłużej.

Czasem piszę listy. Chcesz je otrzymywać?

Gotowe.
Do zobaczenia w skrzynce.

Coś nie wyszło. Spróbuj jeszcze raz.

Kadry

Kilka ostatnich zdjęć

Czwartki są ciężkie
Może to coś zmieni?
Znowu po polsku
Three weeks
My drugs
Life after life