fajne.life
życie w toku
· 1 min czytania

dzisiaj był ostatni środowy body balance (les mills) w sta...

dzisiaj był ostatni środowy body balance (les mills) w starej choreografii, od przyszłej środy, przez kolejne 3 miesiące, będziemy ćwiczyć cos nowego. więc z tej okazji postanowiłem docisnąć się bardziej niż zwykle podczas zajęć. no i się naciągnąłem tak, że ledwo chodzę. trochę poboli, oj poboli. i dobrze. potrzebuję dociśnięcia. byle nie przegiąć.

chodzę na te zajęcia chyba od półtora roku, ale mam wrażenie że to właśnie w ciągu ostatnich 3 miesięcy, i tej dzisiejszej choreografii, zrobiłem największe postępy przy rozciągnięciu mojego ciąga. pamiętam moje zakresy w marcu i te same ćwiczenia dzisiaj – widzę sporą różnicę, choć oczywiście to zasługa nie tylko ćwiczeń na body balance, pracowałem na to godzinami podczas różnych zajęć.

na tańcach czuję się czasami mocno „zacofany” – pod wieloma względami. uczę się, mam postępy, jednak to po zajęciach na siłowni czuję się o wiele lepiej. pewnie chodzi o tło, poziom grupy, które ze mną chodzą tu i tu. na tańcach pojawiają się osoby, które chcą czegoś się nauczyć, na siłowni są osoby, które chcą coś przezwyciężyć. z tą drugą grupą łatwiej się porównywać.

ech.. porównywanie się nie doprowadzi mniejsi niczego dobrego. uczę się żyć bez tego, no ale cóż.. nie zawsze jeszcze wychodzi.

List do czytelników

Zostań trochę dłużej.

Czasem piszę listy. Chcesz je otrzymywać?

Gotowe.
Do zobaczenia w skrzynce.

Coś nie wyszło. Spróbuj jeszcze raz.

Kadry

Kilka ostatnich zdjęć

Czwartki są ciężkie
Może to coś zmieni?
Znowu po polsku
Three weeks
My drugs
Life after life