(Untitled)
dobra, coś w końcu zrobiłem. wstałem rano i pobiegłem. pierwszy rozsądny ruch od tygodnia.
30 wpisy
dobra, coś w końcu zrobiłem. wstałem rano i pobiegłem. pierwszy rozsądny ruch od tygodnia.
wstaję #rano, za oknem ciemno. i wiem już, że #zima zbliża się wielkimi krokami. fajnie, #łyżwy będą :)
probuję wyrobić w sobie nowy nawyk, a nawet dwa: pierwszy polega na tym, abym zawsze miał butelkę wody pod ręką. i musi to być butelka, nie szklanka z wodą, czy jakiś dzbanek. chyba przez liczne treningi
uwielbiam #rano wstać. ba, uwielbiam obudzić się w nocy – kojarzy mi się to z zyskaniem ogromnej ilości dodatkowego czasu. oczywiście nie może się to odbywać kosztem snu – ten jest najważniejszy. więc muszę położyć się wcześniej, mieć
będę to powtarzał do wyrzygania, aż mi się utrwali i przestanę się dziwić: poranne zajęcia na siłowni robią mi dzień. za-każdym-razem!
za każdym razem, gdy zakładam buty i wychodzę pobiegać, czuję się tak, jakbym znów zaczynał od nowa, od zera. bieganie wciąż nie jest jeszcze moją codziennością – psychicznie jestem daleki od tego, by traktować je jako stały
obudziłem się dzisiaj o 5 i było ciemno. pierwsze oznaki nadchodzącej jesieni… szkoda letniego ciepełka, ale #jesień, potem #zima – to zupełnie nowa przygoda. fajnie :)
czy jestem zadowolony z porannych zajęć? oczywiście! :) od początku wiedziałem, że będzie super – ale dopiero „po”. i jest. dołożyłem do tego (les mills core) jeszcze godzinę jogi kręgosłupa – trochę ze względu na to, że obiecałem z