zjadłem śniadanie, siadam do komputera i oczywiście nachodzi mnie ochota, by popracować nad blogiem zamiast pracować. A przecież mam tyle pracy… pracy, którą – z tego, co widzę – już powoli wypieram z mojego życia. Proces ten jeszcze będzie trwał długo, będzie miał ogromne konsekwencje dla mojej codzienności, ale to się chyba już dzieje. Oby nie za szybko, bo nie mam jeszcze nic z zastępstwie.