zastanawiam się, na ile rozregulowany rytm dnia jest dla mnie szkodliwy. wstałem dzisiaj o północy, po 6 godzinach snu – więc nie jest źle, przynajmniej jeżeli chodzi o sam sen. ale… aspekt społeczny ucierpi, choć on dla mnie nie jest akurat najważniejszy. ekspozycja na światło dzienne spada – pewnie położę się spać jak jeszcze będzie jasno. teraz – w nocy – czuję się mega dobrze, ale po południu przyjdzie zmęczenie, a to nie bardzo jest mi po drodze z lekcjami tańca. rozwiązaniem są drzemki w ciągu dnia? być może.