> ## Content Index
> Fetch the complete content index at: https://www.fajne.life/llms.txt
> Use this file to discover other available public pages before exploring further.

# wszystko jest *jakieś*
- URL: https://www.fajne.life/wszystko-jest-jakies/
- Published: 2023-11-12T12:28:14.000Z
- Updated: 2026-08-19T12:00:24.000Z
- Author: Grzesiek
- Tags: listy, wpisy, harry potter, personalizacja, rzeczy, #Migrated-1787140652380, #wp, #wp-post, #Import 2026-08-19 13:57

Lubię nadawać imiona rzeczom, które mnie otaczają, dzięki temu, rzeczy te nabierają większego sensu, znaczenia, stają się prawdziwe, prawdziwie moje, zyskują osobowość, stają się *jakieś*. Jest to mój ulubiony rodzaj personalizacji, a przy okazji sposób na lekkie rozweselenie codzienności.

Jeżeli choć trochę lubisz i znasz „[Przyjaciół](https://en.wikipedia.org/wiki/Friends?ref=fajne.life)”, to być może pamiętasz [odcinek, w którym Rachel odkrywa](https://youtu.be/sjNpIv0s9hE?si=Cdz3o5zZ1iqgaxop&ref=fajne.life), że zarówno fotel Joey’a, jak i jego kanapa mają nadane swoje własne imiona (*Steve* the TV i *Rosita*) – raz obejrzane, nie da się zapomnieć. Bardzo mi się spodobała taka koncepcja i myślę, że fantazja Joey’a (tak, wiem, scenarzystów) miała na mnie całkiem spory wpływ.

Jednak nie tylko w „Przyjaciołach” mogliśmy oglądać dziwne nazwy przeróżnych przedmiotów, podobny zabieg wiele razy zastosowała J.K. Rowling w swojej [najpopularniejszej serii powieści](https://www.fajne.life/content/files/2026/08/harry-potter.html). Choć miotły, na których latał Harry Potter nie miały konkretnych imion, to jednak latał on na Błyskawicy, a wcześniej na Nimbusie 2000, nie na zwykłej miotle. Autorka w bardzo fajny sposób nadawała nazwy przeróżnym rzeczom w świecie czarodziejów. Wszystko było tam *jakieś*. Tam nie jadało się zwykłych (lub niezwykłych) słodyczy, tylko *Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta*, albo *Super-gumę do żucia Drooblesa*. Wiele rzeczy miało tam swoją wspaniałą nazwę, od przedmiotów, po zaklęcia i mikstury. Czy to właśnie dlatego [tak bardzo lubię na nowo przeżywać przyrody Harry’ego](https://www.fajne.life/czytaj-piotrek/) i każdego wieczora wracać do jego świata? Z pewnością zabieg, który zastosowała J K Rowling, jest jednym z (wielu) powodów.

Również firma Apple często wykorzystuje podobny „myk”, gdy prezentuje nam różne nowości w ich urządzeniach. Gdy lata temu pokazywali światu swoje nowe, lepsze wyświetlacze, nie nazwali je zwyczajnie „nowy wyświetlacz o wyższej rozdzielczości”, tylko do ich opisania użyli magicznego słowa *retina* (pochodzenia łacińskiego), które w momencie prezentacji, mało komu coś mówiło. Apple wymyśliło też *AirDrop* – *imię* to otrzymała funkcja umożliwiająca bezprzewodowe przesyłanie plików między urządzeniami. Co ciekawe, zwrot ten nawiązuje do zrzutu powietrznego, czyli dostarczania zaopatrzenia lub ludzi z samolotu. Inni nazywali to do tej pory „przesyłanie bezprzewodowe”, ale Apple z prostej funkcji postanowiło zrobić coś większego, coś, co tak bardzo stało się „ich” – a zrobili to przez zwykłe nadanie nazwy. Kolejne imię z podwórka Apple to na przykład *FaceTime* \- a więc wideorozmowy. Apple umie w fajne nazwy i sprawia dzięki temu, że proste, małe rzeczy, również stają się *jakieś*. Jeżeli się rozejrzysz, to wokół siebie znajdziesz o wiele więcej podobnych przykładów: IKEA, która tak dziwnie i śmiesznie nazywa swoje produkty: BILLY (regał), POÄNG (fotel), KLIPPAN (sofa), FRAKTA (torba), GRÖNLID (narożnik), LACK (stolik), Starbucks, który postanowił ponazywać wielkości podawanych kaw: Tall (mały), Grande (średni), Venti (duży) – czyż nie jest to piękne?!

I ja uwielbiam nadawać imiona, sprawiać, że coś nie jest duże, tylko *venti*, że książki stoją na *Billym, a nie* na regale, nawet jeżeli nadane nazwy mają znaczenie tylko dla mnie.

Zaczynając chyba od tych najbardziej oczywistych przykładów: moje zwierzaki – a jakże by inaczej – mają swoje imiona. Chomik – Stefan i dwie małe papugi – Lucy i Hugo. Choć żadne z nich nie reaguje na swoje imię, to nadanie im ich sprawiło, że przywiązałem się do nich. Spowodowało, że stały się, znaczącym elementem mojej codzienności. Z tego samego powodu, każda roślinka w moim domu ma rownież swoje imię – Grażyna, Kunegunda, Henryk i wiele innych zabawnych imion – a każde starannie dobrane. I tak: mówię do nich po imieniu! 😉

![](https://www.fajne.life/content/images/2026/08/obrazek-jpeg-jpeg-2.jpg)

Jednak nie tylko żyjątka w moim domu są *jakieś*. Mój telefon ma nie tylko swoją unikalną tapetę, również zmieniłem mu jego standardową. Zamiast zwykłego „iPhone (Grzegorz)”, nazywa się... „📱 fajnyfon”, podobnie komputer, tablet, czy nawet zegarek, każde ma w nazwie coś „fajnego”.

Gdy idę na zajęcia z tańca, zawsze wybieram szafkę nr 13\. Choć nie nadałem jej żadnej nazwy, to zawsze wybieram jedną i tę samą – w ten sposób numer 13, dość przypadkowo, stał się mi bardziej bliski, stał się moją nazwą, a szafka zaczęła być *jakaś*. Taki rodzaj drobnej więzi sprawił, że czuję się trochę bardziej swobodnie w tym miejscu, zadomowiłem się tam.

![](https://www.fajne.life/content/images/2026/08/obrazek-jpeg-1-jpeg-2.jpg)

Cały mój system produktywności – a więc miejsce, gdzie trzymam notatki i zadania – wymaga raczej suchego, żołnierskiego podejścia. Gdybym nadawał notatkom wymyśle, kreatywne nazwy, ciężko byłoby mi tam cokolwiek znaleźć – ponieważ notatek mam prawie 2000\. Jednak nawet tu znalazło się miejsce dla kilku, choć odrobinę kreatywnych nazw, jak chociaż „🛍️ lista trzydziestodniowa” – z rzeczami, które chcę (albo raczej, których nie chcę) kupić, czy „🛋️ Sofa” – notatka, spis seriali i programów, które lubię oglądać sam lub z moimi dzieciakami.

![](https://www.fajne.life/content/images/2026/08/obrazek-jpeg-2-jpeg-1.jpg)

Zdarza mi się też nazywać ulubione potrawy. W moim menu widnieje – sławna już wśród moich znajomych – Kanapka Stefana (którą poza tym samym imieniem, totalnie nic nie łączy z chomikiem!), czy zupa Grażyny. Takie drobne nazwy sprawiają, że jest... miło, fajnie, *jakoś*.

![](https://www.fajne.life/content/images/2026/08/com-apple_-pasteboard-hkfgfq.png)

Również samochody, którymi jeździłem, otrzymywały swoje własne, często dość zabawne imiona, był Czarny Baran (tak, naprawdę kiedyś tak nazywałem jeden z moich samochodów), Furtka (Ford Ka – dość oczywiste, nie?), Kurczak (pomarańczowy Fiacik) czy... Złota Strzała.

Jednak nie tylko rzeczy otrzymują u mnie swoje nazwy. Każdego roku, w grudniu, nadaję nazwę dla mojego kolejnego roku. Nazywam to tematem roku, ale w gruncie rzeczy to kolejna przyjemna nazwa, która sprawia, że nadchodzący okres będzie *jakiś*. 2023 jest dla mnie rokiem [*partnerstwa serca i rozumu*](https://www.fajne.life/2023-rok/) i zawsze dużą wagę przywiązuję do nadania właściwej nazwy kolejnym dwunastu miesiącom.

Wiem, że nie jestem osamotniony w pragnieniu sprawienia, aby wszytko było *jakieś*, dlatego praktycznie każdy dzień ma swoje (większe, lub mniejsze święto) – a ja bardzo lubię sprawdzać, [jakie przypada na dzisiaj](https://www.kalbi.pl/?ref=fajne.life). Lubimy nadawać znaczenie, lubimy szukać głębszego sensu, [nazywać](http://kalendarzswiatnietypowych.pl/?ref=fajne.life), świętować. Dlatego 10 listopada to dzień jeża, 14 stycznia to dzień ukrytej miłości, 15 czerwca to dzień wiatru, a 5 lipca wymyśliliśmy sobie dzień… łapania za biust. Wie o tym również firma produkująca małe, chodzące same po domu, odkurzacze iRobot Roomba, które to przy pierwszym połączeniu z aplikacją, muszą mieć nadane imię. Wiedzą również Koleje Mazowieckie, które pociąg jadący z Warszawy nad morze w okresie letnim nazwały „Słonecznym”. Po hot-dogi chodzimy do Żabki, nie do sklepu nr 13, a paliwo tankujemy na Orlenie, a nie stacji z innym identyfikatorem.

Nazwy towarzyszą nam na każdym kroku i lubimy je. Warto więc korzystać z takiego ubarwiania rzeczywistości i nazwać jakoś swoją czas przerwy na kawę lub ten, który poświęcamy na sprzątanie w domu, lub… ulubione kapcie.

A co u Ciebie jest *jakieś*?